piątek, 27 czerwca 2014

Wyjechaliśmy wreszcie ...

Cały dzień dziś był "do przodu".

W pracy przekazanie obowiązków. Dobre wiadomości w ostatnim dniu pracy. Nie wchodząc w szczegóły, telefony od klientów z dobrymi wiadomościami.
Tym bardziej mogłem zacząć urlop w dobrym humorze.

Ostatnie zakupy. Wyściskanie kobiet i chwila refleksji. Od momentu gdy poznałem moją przyszłą żonę 18 lat temu aż do dziś, nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długo. To dodatkowe koszty tego szaleństwa.

Ostatnie zakupy, szybkie dopakowanie i ruszamy.
Oczywiście solenna obietnica "tak będę informował na każdym przystanku, czy wszystko jest ok".



W sumie za miesiąc ja będę w tym samym stresie jak dziewczyny wyruszą a ja zostanę w domu, więc sprawa jasna. Będę meldował co jest grane.
Ekipa gotowa. Ostatnia fotka i w drogę.


Jeszcze stacja, dopompowanie kół, tankowanie, bankomat a na A4 kantor.





Podniecenie wyjazdu czułem od rana, ale gdy ruszyliśmy, poczułem TO. Nie wiem skąd to się bierze. Włącza się szwendak i nic innego nie daje takiej radości. Taką euforię czuję tylko na motocyklu, lub na jachcie.
Szymon to dobrze określił. "To zarąbiste uczucie, gdy stawiasz sobie cel".
Wszystko staje się prostsze. Tu nie ma polityki, nie ma układów, nie ma strategii. Życie przez tą chwilę staje się proste.
I to jest wspaniałe. To powoduje, że od pierwszych kilometrów odpoczywasz ...

Na autostradzie motocykle zachowywały się wzorowo. Żadnych niemiłych sytuacji. Przyjemny wieczór. Ciepło.
Dobry początek przygody ...