poniedziałek, 21 lipca 2014

20.07 Italia, gdzieś między Lazurowym Wybrzeżem a Genuą

Wczorajszy dzień zniknął nie wiadomo kiedy. Wyjechaliśmy skoro świt, a dojechaliśmy tak późno, że nie było już sił na pisanie czegokolwiek. Generalnie przez te dwa dni przelecieliśmy całe połudńiowe wybrzeże Francji i wjechaliśmy dziś po południu do Italii, region Liguria.
Od końca.
Gdy to piszę, siedzę w namiocie czekając na swoją kolej kąpieli ;). Namiot stoi pod drzewkiem oliwkowym, na którym rosną jeszcze zielone oliwki ;). jest cudownie ciepły wieczór a wiatr od morza daje miłe orzeźwienie.
Przed chwilą zjedliśmy przyjemną kolacyjkę zakrapianą w moim przypadku Spriztem Apperolem. Jeszcze wcześniej odbyliśmy spacer brzegiem morza, które dziś jest zdecydowanie wzburzone. 
Marco właśnie mnie uświadomił, że jesteśmy w miejscowości Laigueglia.
Przed spacerem rozbiliśmy namioty i zrobiliśmy pranie. Camping, który znaleźliśmy, to jeden z najgorszych campingów w czasie całej motowyprawy, co jednocześnie nie przeszkadza mu być najdroższym. Cóż, Włosi zaczęli wakacje.
Przed znalezieniem tego campingu, już po włoskiej stronie, pytaliśmy o miejsca na trzech innych campingach, wszędzie było "completo".
Wybrzeże Ligurii jest bardzo ładne. Droga, którą jechaliśmy - Aurelia - została wytyczona i zbudowana jeszcze w czasach cesarstwa rzymskiego, służyła szybkiemu przerzucaniu rzymskich legionów, oraz oczywiście transportowi dóbr wszelakich.
Przed granicą - po stronie francuskiej, jakąś godzinę przed dotarciem do celu, zrobiliśmy sobie przerwę na relaks i ostatnią prawdopodobnie kąpiel w morzu. Po kilkugodzinnej jeździe nie miał dla nas znaczenia, że kąpielówki głęboko w kufrach a nigdzie w okolicy ani centymetra przebieralni. Stary numer z ręcznikiem z czasów dziecięcych i już jesteśmy w wodzie ;))))))).


Jeszcze przed tym przyjemnym przystankiem minąwszy Niceę zatrzymaliśmy się, by zrobić sobie fotkę choć z oddali.

(Ja z moim synkiem - i tu muszę się przyznać do małej manipulacji - efekt bycia wyższym osiągnąłem stając na krawężniku ;))))), w tle widok na Monaco od strony Włoch ).

Chłopaki z Markiem.
I panorama bez naszych uśmiechniętych gęb.
Przed Monaco jechaliśmy drogą krajową mijając Niceę, Cannes, Frejus, Sainte-Maxime i Saint-Tropez, ale przede wszystkim cudowny Port Grimaud, miejsce czarujące, w którym jachty parkowane są przed klatkami bloków mieszkalnych, a samochody nie mają wjazdu do miasta.
Do Lazurowego Wybrzeża dojechaliśmy jednak nie wybrzeżem, ale górami, zaliczając cudowne serpentyny i wyprzedzając samochody tak, jak robią to wszyscy w Francji i Włoszech, czyli wykorzystując każdy dostępny centymetr jezdni.
Tu ciekawa różnica między jazdą motocyklem, czy skuterem we Włoszech i Francji. 
We Francji, dochodzisz samochód przed Tobą i czekasz aż Cię dostrzeże w swym lusterku. Gdy tylko to się stanie 90% kierowców zjedzie na bok i jeśli trzeba będzie zwolni, byś mógł sobie pojechać. Super kulturalnie.
We Włoszech, dojeżdżasz do delikwenta z przodu i rykiem silnika dajesz znać, że jesteś. Nie robi to na nim żadnego wrażenia, nie przesunie się, by Ci zrobić miejsce. W końcu jedzie z przodu i spieszy się do bardzo ważnych swoich spraw, a Ty jesteś z tyłu, więc to Ty kombinuj. Ale to nic, najważniejsze, że wie że jesteś - już osiągnąłeś swój cel. Możesz spokojnie wyprzedzać na trzeciego, lub omijać go stojącego przed światłami korzystając z pasa dla tych naprzeciwko. Gdy trzeba wciskasz się mu przed maskę i przyhamowujesz przed następnym skrzyżowaniem. Nie musisz się niczym przejmować, bo teraz to Ty jesteś z przodu i spieszysz się do swoich bardzo ważnych spraw. On to wie i weźmie na to poprawkę ;).
Generalnie dwa kółka rządzą!
Tu nie potrzeba naklejek "Patrz w lusterka ...". Wszyscy jeżdżą na 2 kółkach i wiedzą jak to jest, więc współpraca między kierowcami dwu i czterokołowców jest wzorowa.

Kto wie, może kiedyś w Polsce też tego doczekamy?
Chyba nie i jest to jedna z różnic między północą i południem ...