wtorek, 22 lipca 2014

22.07 Vipiteno

To był jeden z bardziej zaskakujących odcinków, który pokonaliśmy. Gdy w nawigacji wbijasz cel podróży i zostawiasz bezdusznemu algorytmowi wybór drogi wybierając jedynie "szybka", "krótka", "optymalna", bądź "ciekawa", nie wiesz co Cię czeka. Dostajesz jedynie suchą informację, godzina dojazdu, ilość kilometrów. Wybierając dziś w nawigacji camping w Vapitano, jako miejsce noclegu, wiedzieliśmy że będzie pięknie. To w końcu przejazd przez pasmo górskie.
Nawigacja prowadziła początkowo wzdłuż autostrady szerokimi, szybkimi odcinkami, więc mieliśmy dość dobry czas, jednak wyliczony czas w stosunku do odległości do pokonania wskazywał, że dalej będzie wolniej. I było. Za Bolzano droga odbiła od autostrady i zaczęła robić się dziwnie węższa i węższa. Zniknęły też samochody, których tyle dziś się nawyprzedzaliśmy na włoski sposób.
Droga zaczęła robić się kręta, mijaliśmy coraz więcej Gasthausów i robiło się coraz piękniej na alpejski sposób.
Temperatura zaczęła spadać coraz bardziej, zrobilo się zimno, pozapinaliśmy podpinki (tylko Luca został w krótkich spodenkach ;)))) ), a my pięliśmy się coraz wyżej, by wreszcie zobaczyć to:


Na szczycie temperatura wyniosła równe 10 stopni i w zasadzie tylko śniegu brakowało.

I tu muszę napisać wyraźnie:

ANDRZEJU, MIAŁEŚ RACJĘ! Warto oderwać się od morza i motocyklem jechać w góry! Ten tysiąc zakrętów był po prostu cudowny!!!!!

Oczywiście nie byłbym sobą, gdyby w mojej głowie nie ułożył się plan na kolejne motocyklowe wakacje. Który to już plan? Mam plany na kolejne lata, tylko życia nie starczy na ich realizację ..., Grecja, Alpy, Gruzja, Skandynawia, jest tyle cudownych miejsc do odwiedzenia ...