czwartek, 10 lipca 2014

Lizbona? Wielkie rozczarowanie

Po pięknym Porto oraz tym co wcześniej słyszałem o stolicy Portugalii cieszyłem się na to spotkanie. To miasto miało mnie zachwycić jeszcze bardziej niż Porto i sprawić, żebym zaczął planować tu kolejne wizyty. Taki był plan. Ale nie bez powodu ktoś kiedyś powiedział, że najprostszym sposobem, by rozśmieszyć Pana Boga jest opowiedzieć Mu o swoich planach".

Lizbona to chaos,
Lizbona to brud,
Lizbona to hałas.
Nie wiem jak powstawało to miasto, ale nie było w tym żadnej wypracowanej koncepcji ani samorodnego talentu.
To wszystko co wyśpiewują rzewnie śpiewacy Fado wynika chyba tylko z naturalnego sentymentu do miejsca w którym się urodziło i wychowało.
Ja nie mam tego obciążenia, więc ... Sorry, Winnetou, ale to nie jest ósmy cud świata.
Parę fotek, które wykonałem wrzucam bez zachwytu ...
(Motorki zostały uzbrojone w alarmy i poszliśmy w miasto)

(Najpierw coś zakąsić)
(Potem spacer ulicami miasta)
(Nie widać zbyt dobrze, ale to jest winda z 19w.)
Tyle o Lizbonie, szkoda pióra.
W zasadzie ten dzień, któr na Lizbonę był planowany byłby dniem straconym, gdyby nie odkrycie, którego dokonaliśmy w połowie drogi między Porto a Lizboną.

Słyszał Ktokolwiek o Obidos?
Ja nie słyszałem. Dlatego nie zrobiły na mnie wrażenia tablice pokazujące zjazd na tą miejscowość. Na szczęście jeszcze z autostrady ujrzeliśmy taki widok:
Mury obronne zaintrygowały nas na tyle, że zjechaliśmy z autostrady.
Potem było już tylko lepiej:
To średniowieczne miasto pozostało nietknięte pazurem wojny, czy nowoczesności i pozostało oryginalne.

Chwila przerwy na sok wyciskany ze świeżych owoców.


I tak Obidos uratowało to co zepsuła Lisboa.

A jutro, jak dobrze pójdzie, surfing na falach Atlantyku ;).