poniedziałek, 7 lipca 2014

Witaj Hiszpanio, escusa, kraju Basków.

ÓWczoraj filozofowałem na temat jazdy w deszczu to dzisiaj dostałem możliwość tego sprawdzenia.
Zaczęło się fajnie - trasa miliona zakrętów prowadząca w stronę Hiszpanii pozwoliła wyżyć się motocyklowo. Pogoda była ładna. Na początku.
Potem zaczęło mżyć i to nie był problem. A jeszcze później walnęło z grubej rury. Jechaliśmy tak licząc, że przejdzie i ciepły wiatr nas osuszy, ale nie przeszło.
Ponieważ poziom zmoczenia jest porównywalny, bez względu na to, czy stoisz, czy jedziesz, jechaliśmy dalej. I tak kilometr po kilometrze, licząc, że "zaraz przejdzie", dojechaliśmy do San Sebastian.
Przejechaliśmy wzdłuż nabrzeża patrząc z żalem, jak cudowna okolica nas omija (a dokładniej my omijamy ją) i pojechaliśmy w stronę Bilbao zajeżdżając do napotkanych pensjonatów i szukając miejsca do spania.
W końcu udało się. Znaleźliśmy nocleg u baaaaaaardzo brzydkiej, ale baaaaaardzo sympatycznej Baskijki. Była tak miła, że zabrała nasze rękawice i spodnie do maszyny do suszenia. Powiedziała, że nie wie jak pogoda dalej, ale w kraju Basków pada już od 6 dni i nic nie zapowiada zmiany pogody.
Ale włączyliśmy telewizor i Marco zrozumiał, że chyba jednak jutro nie pada, więc jest szansa na kontynuowanie podróży.
Nasza sympatyczna Hiszpanka (choć podkreślam brzydka, jak czarna, listopadowa noc gradowa) udostępniła nam pralkę, więc robimy wielkie generalne pranie ;)))))).
Szkoda mi tylko tego San Sebastian, bo wyglądało po prostu cudnie. Cóż, trzeba będzie tu jeszcze wrócić ...
Póki co, pralka pierze, a my właśnie opróżniliśmy lokalne wino ;))))).
Nie ma tego złego ...
Dzisiaj śpimy w miękkich łóżeczkach na poduszkach i nie musimy bawić się z namiotami i pompowaniem materacy ...

...

Wieczorem w barze pofolgowaliśmy swoim apetytom. Na przystawkę zamówiliśmy "fritos de la casa" i otrzymaliśmy sery i owoce morza zasmażone w panierce. Pyyyyycha. Na główne danie zamówiliśmy "chuletę" - czyli nic innego jak steki. Do tego jeszcze jedną butelkę Aizpurua i zapomnieliśmy o tym jak mokro było nam wcześniej ;)))))))).





Kelner, gdy tylko użyliśmy "Grazias", natychmiast nas poprawił. To nie Hiszpania, tylko Kraj Basków. Tu się mówi "Karegasko". Zapamiętamy ;)