sobota, 26 lipca 2014

26.07 Podsumowanie raz jeszcze ...

... tym razem w wydaniu poetyckim, dzieło wspólne Bartka i Luki ;)


Silnik odpalamy,
elektrykę włączamy.
Po szosach pędzimy,
Pół Europy zwiedzimy.

Mokry był pierwszy przystanek,
Deszcz obudził nas w poranek.
Niemcy szybko minęliśmy,
I w Holandii się zjawiliśmy.

Po campingu kury chodziły,
I zjarane chłopczęta, co nic nie robiły.
Do sklepu z marysią nie weszliśmy,
Lecz cały Amsterdam zwiedziliśmy.

Potem ujrzeliśmy holenderskie wiochy,
Oczarowały nas one niczym karczochy.
Arbuz soczysty i świeży,
W naszych rękach już leży.

Belgia nas w sobie nie rozkochała,
Swym wyglądem zupełnie zniechęcała.
Prędko ją przejechaliśmy,
I później już nie zjawiliśmy.

Następnym punktem Francja była,
Wśród ruin uroki swe ukryła.
Piękne były uliczki małe,
Różnymi kwiatami pokryte całe.

Francuzom jak na leniów przystało,
Uczyć języków się nie zachciało.
Pogadać z nimi było trudno,
Podczas konwersacji nie było nudno.

Bagietki nam już się znudziły,
A dania od Basków bardzo zaskoczyły.
W Hiszpanii menu dnia jedliśmy,
I już z głodu nie umieraliśmy.

Północ Hiszpanii deszczem przywitała,
Kurtki i podpinki założyć kazała.
Zmęczeni, zmoczeni hotel bierzemy,
Pierwszy raz swe rzeczy pierzemy.

Kebaba u Turka jemy wspaniale,
A w tv lecą brazylijskie seriale.
W Santiago św Jakuba odwiedzamy,
I odtąd piękną pogodę mamy.

Następnym przystankiem Portugalia była,
Woda czysta nas tam olśniła.
Przez jeden dzień odpoczęliśmy,
surfingu tajniki poznaliśmy.

Miasteczko Porto zwiedziliśmy,
Szalonym autobusem jechaliśmy.
W strefie kibica ujrzeliśmy mecz,
Z oczu Holendrów popłynęła ciecz.

Porto to piękne miasto,
Widoki słodkie jak ciasto.
Ulice małe i kręte,
Kieruję tam swoją piętę.

Lizbona nas rozczarowała,
Sam syf nam ukazała.
"Hasz", "kok" murzyn prawie nam sprzedał,
Ale wujek Marco na szczęście się nie dał.

Po Lizbonie na Gibraltarze
Mieliśmy widok na murzyńskie plaże
Z brzegu Hiszpanii Afrykę widzieliśmy
Pomnik generała Sikorskiego podziwialiśmy.

Była pełna wielkich plantacji ziemia
Rosły tam warzywa, było trochę cienia
Pustynia straszliwa, nic ciekawego,
Miejsca na wyjeździe nie było gorszego.

Cygańskie dzieci "da me" krzyczały,
Lecz freesbee naszego nie dostały.
Opuściliśmy kraj badylarzy,
I wróciliśmy do bagietkarzy.

We Włoszech przywitał nas deszcz,
Na kolację pizza, nie leszcz.
Przez dyskoteki spać nie mogliśmy
(Właściwie to rodzice, my chrapaliśmy.)

Gdy w góry już wyjeżdżamy
Z morzem pożegnać się mamy.
Poszliśmy sobie popływać,
Lecz fale zaczęły nas zmywać.

Jedziemy po krętych górskich drogach,
Dźwięczne dzwonki wiszą na krowach.
Tysiące zakrętów mijamy,
Zastrzeżeń do trasy nie mamy.

W górach już zmarzły nam jaja
Powinniśmy wrócić do przyszłego Maja.
Jutro udajemy się na PISek
Chyba szykuje się jakiś sPISek

Niezmiernie zaskoczymy naszą drogą rodzinę,
Prędkość przekroczona o 20 km na godzinę.
Policjantki mandat wręczyły,
25 eurasów wyżydziły.

Dzień kolejny niezwykle deszczowy,
Komarów trwają krwawe łowy.
Z włoską pizzą się żegnamy,
A bawarskimi sznyclami zajadamy.

Przeszkadzają nam komary
Rodzice piją browary.
My eau* chciwie sączymy
Z nikim się nie podzielimy.

Tak zaskakuje nas MotoWyprawa
Codziennie czeka nas nowa zabawa
Większość campingów już zwiedziliśmy
Dużo Oranginy już wypiliśmy.

Oceniamy warunki sanitarne
Kibelki i prysznice niebanalne
Nie tylko kibelki lecz umywalki
Suszarki wanny i wielkie pralki.

W dzień powrotu trzy kraje mijamy,
Do ojczyzny naszej prędko powracamy
Niespodziankę robimy matkom,
Mówimy "tak" domowym obiadkom.