sobota, 5 lipca 2014

Wreszcie się kąpiemy w morzu ;)

Znów dzień zaczął się deszczowo, ale tym razem już nie zrobiło to na nas żadnego wrażenia. Przeciwnie, gdy w pewnym momencie zjechałem z trasy, gdy deszcz się nasilił, Barti miał do mnie pretensje, że niepotrzebnie przedłużamy ;))).

Większość osób, która nie ma doświadczenia motocyklowego myśli, że deszcz jest najgorszym, co może cię spotkać na motocyklu. Dziś przekonaliśmy się, że nie. 
Gdy pada, ale masz dobre ciuchy, jedziesz bez większego problemu, wolniej, bo ślisko, ale jedziesz.
Gdy zaczyna się burza, sprawa jest oczywista, trzeba przerwać jazdę i się gdzieś schronić. 
Najgorsze co może spotkać motocyklistę, to silny boczny wiatr. Nikt nie przerywa jazdy z powodu wiatru i to powoduje, że jest to największe zagrożenie. Dziś wiał tak silny boczny wiatr, że rzucało nami po całym pasie a intercomy, normalnie aktywowane głosem, same się włączały od hałasu wiatru.

Po drodze zajechaliśmy do stolicy win francuskich - do Bordeaux. Nie chcieliśmy zbyt dużo czasu poświęcać na zwiedzanie, tylko nacieszyć się przerwą w podróży w fajnym miejscu i tak było.
Ciesząc się kawusią dostrzegłem na ulicy takie cudeńko:
Ok, może nie jest zbyt dobrze widoczny, ale to Ducati Classic ;)))) Jeden z ładniejszych motocykli jakie Ducati kiedykolwiek zbudowało. Od razu bardziej lubię to miasto, mimo korków, w których się grzaliśmy.
Potem długa w kierunku naszego kempingu i wreszcie cudowny widok. Wydma Piłata (Dune du Pila) to jedna z największych wydm w Europie i wrażenie robi kolosaaaaaalneeeeee!
Wydma na którą wchodzi się po schodach? C'mon!
(Nie, Marco nie próbuje wjechać na wydmę, tylko cofa pod górę, a Luca mu pomaga)

(Luca przed schodami na wydmę)
(Barti w tym samym miejscu)
(Tu odpoczynek po wspinaniu się na wydmę).

Po zejściu z wydmy na dół do morza, stało się jasne, że trzeba wskakiwać do wody. I nie ważne, że na początku wydaje się zimna - po 10 sekundach jest już super. Urządzamy zabawy w wodzie, skoki synchroniczne itd.
Po to się ciągneliśmy taki kawał drogi. Aby było tak pięknie!
Radocha na całego! ;)))))
Nie potrzebowaliśmy żadnych ręczników, tak pięknie grzało słońce. Powrotna droga, nieco uciążliwa (wydma to jednak forma pustyni) pozwoliła wyschnąć nam na pieprz.

Gdy wróciliśmy na kemping okazało się że obok nas zaczął rozbijać swój namiot starszy pan. Siwe włosy, w wieku ok. 60+, wyraźnie nie mógł ogarnąć tych tyczek od namiotu. Zaraz poderwaliśmy tyłki i choć nic nie mówił po angielsku, zaoferowaliśmy mu pomoc. Chyba miało to sens, bo powtarzał tylko, że jest bardzo "fatigue". Gdy poradziliśmy sobie z tymi paroma sznurkami i bambusem, pokazał na rower, zrobił "opad ramion" i narysował w powietrzu 46 dodając "kilometr".
Witki mi opadły. To ja się tu mam za bohatera, wożąc dupsko urządzeniem na benzynę, a gość w wieku moich rodziców robi w słońcu i deszczu 46 km, wlokąc ze sobą pełen ekwipunek turystyczny.
Nabrałem pokory ...

Rozbiliśmy namioty tuż obok wydmy, z dala od knajp i hałasu dyskoteki kempingowej.
Obok rozbiły swój namiot dwie dziewuchy z Niemiec.
Próbowaliśmy zmotywować chłopaków, żeby coś zagadali, ale to najwyraźniej jeszcze nie ten wiek ;)))).

A jutro już Hiszpania ...
Gibraltar coraz bliżej ...