środa, 9 lipca 2014

Nie mam szczęścia do Hiszpanii

Z czym kojarzy się Hiszpania? Z bykami, paellą, flamenco i ...
... ze słońcem oczywiście.

Może tak się kojarzy większości ludzi, ale ja mam to szczęście, że ile razy jestem w Hiszpanii, zawsze pada.
Dziś rano, względnie wysuszeni wyruszyliśmy z hotelu w dalszą drogę. Nie spieszyliśmy się ze wstawaniem, przeciwnie, ponieważ rano miało być mokro, a potem ciepło i słonecznie, poleżeliśmy w łóżkach do 9.00 oglądając w hiszpańskiej TV ukrytą kamerę. Potem szybkie pakowanie motocykli i w drogę.
Pojechaliśmy z pół godziny i znów lunęło. Ominęliśmy Bilbao, bo nikt nie miał ochoty na zwiedzanie w deszczu.
Na szczęście za Bilbao przejaśniło się na tyle, że po godzinie wiatr nas przesuszył. Chmury nam towarzyszyły, ale nie padało.

Charakterystyczne na naszej trasie stało się mijanie pielgrzymów idących chyba do Santiago de Compostella. Dla nas 20 stopni które dziś były przez większość dnia, było w sam raz, by jechać w pełnym uzbrojeniu, ale dla nich to już było gorąco. Dodać należy że cały dzisiejszy dzień jechaliśmy przez góry a oni przez te góry muszą na piechotę ...

Dojechaliśmy do miejscowości Castro-Urdiales i postanowiliśmy zrobić przerwę. Tym bardziej, że się ładnie przejaśniło. Oczywiście okazało się, że to kolejna urocza miejscowość warta zobaczenia.

Po obejściu całego placu portowego pojechaliśmy dalej. W drodze nie zatrzymywaliśmy się przy pięknych widokach, bo więcej byśmy stali niż jechali. Raz tylko, czy może dwa razy zjechaliśmy z drogi, by zmienić ubranie (tzn. założyć, lub ściągnąć zestaw przeciwdeszczowy).


Ach, zapomniałbym, dzień nam umilił sklep sieci Telco, który miał swój własny bar, w którymzjedliśmy wieeeeelkiii obiad za 5€ od łba. Gdy tam wszedłem i zobaczyłem jajko sadzone z kotlecikiem, papryczkami i frytkami, zamarłem z wrażenia. A jeszcze jakiś sympatyczny Hiszpan zaproponował, że zrobi nam razem foto. No bomba!



Od tej pory wypatrujemy sklepów Telco ;).